„GRUZIŃSKA” REAKTYWACJA.

Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń,
Gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz
Wszystko się może zdarzyć, gdy serce pełne wiary
Gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz
Wszystko może zdarzyć się.
Anita Lipnicka

Kto z Nas, kto żył w czasach PRL-u nie pamięta słynnej, wybornej w smaku herbaty „Gruzińskiej”. Była sprzedawana w charakterystycznych tekturowych pudełkach w wersji zwykłej i lux w metalowych puszkach, oczywiście liściasta nie żadne tam granulki. Po otwarciu pudełka zapach unosił się w całej kuchni, a ten aromat przy parzeniu. Odżywały marzenia o Gruzji i dalekich podróżach. Tak kiedyś maleńka Gruzja była potentatem w krajach KDL-u w produkcji herbaty. W szczycie popytu na nią produkowała na eksport zawrotne 150 000 ton rocznie, a dziś ledwie 20 000 ton. Ale wróćmy do korzeni, bo od nich się wszystko zaczyna. Jak to się stało, że w małym kaukaskim kraju, gdzie nigdy nie uprawiało się krzewów herbacianych nagle wyrósł wielki przemysł herbaciany. 

Historia uprawy herbaty w rejonie Morza Czarnego rozpoczęła się w od Gurii i Adżarii, jest ona dość krótka ale z uwagi na czasy w jakich się rozgrywała, bardzo burzliwa. Tak się złożyło, że była związana z największymi konfliktami zbrojnymi w tym regionie. Już sam początek sprowadzenia pierwszych nasion tej rośliny brzmi jak bajka. Otóż w 1830 r gruziński książę Miha Eristavi wybrał się na wycieczkę do Chinach, a kto księciu zabroni? Tam jeżdżąc po całym kraju oczywiście był rytualnie goszczony napojem z liści herbacianych. Napój ten tak przypadł mu do gustu, że pomimo bardzo surowej kary grożącej za wywożenie z Chin nasion czy sadzonek tej rośliny przemycił trochę nasion, co starczyło do założenia pierwszej plantacji. Najlepszy klimat do uprawy tej rośliny, zbliżony do chińskiego panował w Gurii i Adżarii, dlatego pierwsze rośliny posadzono w rejonie Ozurgeti, na ziemiach arystokratycznej rodziny Eristavi. Napój z niej zrobiony jednak nie przypadł do gustu Gruzinom przyzwyczajonym do znacznie mocniejszych trunków i w tamtym czasie nie zrobił wielkiej furory.

Dalszy rozwój uprawy herbaty w Gruzji nastąpił w wyniku kataklizmu jakim w drugiej połowie XIX wieku była Wojna Krymska, w którą  zaangażowały się największe potęgi ówczesnego Świata. Rosja chcąca przejąć pełną kontrolę nad Turcją i jej obrońcy Wielka Brytania i Francja, do niedawna śmiertelni wrogowie. W 1854 roku, u gruzińskich wybrzeży Morza Czarnego rozbił się statek Royal Navy, a ocalała załogę została zwerbowano do miejscowego garnizonu. Szczęśliwym zrządzeniem losu był wśród nich niejaki Jacob McNamara, jako rodowity Brytyjczyk nie mógł się obejść bez codziennej five o’clock tea, nie tracił czasu i zaraz po ślubie z gruzińską arystokratką,  powiązaną z rodzin Eristavi zajął się też istniejącą plantacją księcia Mihy. McNamra będąc urzędnikiem pracował na polach uprawnych herbaty w brytyjskich koloniach i miał okazję zaznajomić się z uprawą herbaty, technikami jej zbierania i przetwarzania. W 1864 roku Brytyjczyk i książę  Erastavi zaprezentowali na międzynarodowej wystawie w Petersburgu swoją mieszankę herbat z miejscowych szczepów w połączeniu z suszem chińskim a nazwali ją „herbata kaukaska”. Możliwe że nazwa był zwizana z zakończeniem trwających od prawie 50 lat Wojen Kaukaskich (to taka moja sugestia).

Po kolejnej wojnie pomiędzy Imperium Rosyjskim a Imperium Osmańskim 1877–1878 r. Adzaria stała się malutką cząstką olbrzymiego rosyjskiego imperium, to w przyszłości miało otworzyć niesamowity rynek zbytu dla herbaty gruzińskiej, nie tylko na terytorium imperium.

Wtedy to kupiec Konstantin Siemionowicz Popow, członek rosyjskiej rodziny handlującej herbatą od roku 1842, wykupił ziemię w miejscowości Chakvi w celu założenia pierwszych przemysłowych plantacji. W 1892 roku udał się do Chin, by poznać metody upraw na plantacjach wielkoobszarowych. Z tej wyprawy przywozi 15 000 sadzonek herbacianych i  11 chińskich pracowników pod wodzą Liu Junzhou, człowieka który stał się na długie lata prawdziwym guru gruzińskiej herbaty.

Jego zasługi docenił 1909 r sam car Rosji Mikołaj II i nadał mu order za osiągnięcia w produkcji herbaty ale jego praca była też doceniona przez przywódców radzieckich, którzy nadali mu kolejny order w 1924 roku. Liu Junzhou osobiście znał Lenina i Stalina, temu pierwszemu w 1904 r podarował 30 000 rubli na wsparcie działań rewolucyjnych, co jak na tamte czasy było znaczną sumą.

Ale wracając do Konstantina Siemionowicza Popowa i jego wielkich herbacianych planów. Już w 1893 roku powstają pierwsze komercyjne plantacje w rejonie Chakvi o powierzchni 150 ha obsadzone sadzonkami z Chin. Następne powstają w regionie miasta Batumi –  Salibauri oraz Kapreshumi, a łączna ich powierzchnia dochodzi do 300 ha. Pola te zostają obsadzone roślinami sprowadzanymi z Indii i Cejlonu przez Popowa podczas jego kolejnych wypraw. Cztery lata później w Chakvi rusza pierwsza gruzińska fabryka produkcji herbaty oparta na technologii przetwarzania i urządzeniach brytyjskich, mogąca docelowo przerobić do 1000 ton zielonego liścia a jej dyrektorem zostaje nie kto inny jak nasz chiński herbaciany guru  Liu Junzhou.

Następny wielki sukces przychodzi w 1900 roku herbata zwana „ Liu Tea ” na cześć mistrza, zdobyła złoty medal na Wystawie Światowej w Paryżu i została okrzyknięta „ Królem Herbaty ” Kaukazu . Sukces ten sprawił że kolejne plantacje powstały w Gurii i Adżarii, a później praktycznie wzdłuż całego wybrzeża Morza Czarnego. W 1901 roku Ministerstwo Rolnictwa Imperium Rosji zatrudniło Liu Junzhou do zarządzania carskimi plantacjami i fabryką herbaty.  W tym samym czasie następuje w Gruzji gwałtowny rozwój handlu międzynarodowego, a to głównie za sprawą faktu, że Batumi miało status portu franco ( port bezcłowy), co ściągnęło w ten region kapitał z całego świata. Było to też związane z budową rurocigu ropy naftowej z Baku do Batumi. Inwestycja ta w dużej mierze była finansowana przez braci Nobel i Rotszyldów, którzy chcieli bez przeszkód przesyłać ropę ze swych pól naftowych w Azerbejdżanie do Batumi.

Bracia Nobel jako potężni biznesmeni też spostrzegli duży potencjał w uprawie herbaty w tym rejonie i przy pomocy Chińczyków zatrudnionych przy budowie rurociągu, podobno też założyli swe uprawy w okolicach Batumi.

Zaczęły powstawać dalsze plantacje na skalę przemysłową, a biznes ten zaczął przynosić przyzwoite dochody co sprawiło, że w jego rozwój zaangażował się kapitał prywatny i zagraniczny. Następne dziesięciolecia przyniosły szybki rozwój procesów i techniki uprawy, która ewoluowała do tego stopnia że dorównała uprawą chińskim czy hinduskim. W 
1912 roku znowu rozbłysła gwiazda naszego mistrza herbata Liu, zdobył pierwszą 
nagrodę na Rosyjskiej Wystawie Botanicznej a jego sukcesem było wprowadzenie na gruzińskie pola nowych odmian herbaty nazwane Bogatyr, Kara-dere i Zedoban. Ogólny areał uprawy herbaty gruzińskiej w 1917 r zajmowały 900 hektarów terenów położonych głównie w Gurii i Adżarii. Po 1921 r, czyli po zajęciu Gruzji przez Armię Czerwoną pod wodzą samego Stalina i nastaniu Związku Radzieckiego paradoksalnie dla Gruzji i Gruzinów nastąpiła złota era. Jednakże dla naszego herbacianego guru to koniec pięknej kariery. Pod koniec 1924 r. władza radziecka rozpocząła deportację wszystkich emigrantów mieszkających na terenie Związku Radzieckiego. Pomimo bezpośredniej znajomości ze Stalinem i jego prośby by Liu Junzhou przyjął obywatelstwo radzieckie, po jego odmowie zostaje wydalony. W 1925 r powraca do Chin i osiedla się w Harbinie. 

Władza komunistyczna chcąc zaspokoić olbrzymie potrzeby obywateli całego kraju na herbatę a jednocześnie uniezależnić od dostaw z Chin, doprowadziła do jej masowej produkcji obsadzając tysiące hektarów. Aby plantacje stale się rozwijały, potrzebne były nowe szczepy herbaty o większej wydajności i odporne na gruzińskie zimy. Zadecydowano o budowie instytutu uprawy i badań nad herbatą.

W miejscowości Anaseuli koło Ozurgeti  w 1930 r powstał Instytut Roślin Subtropikalnych i Przemysłu Herbacianego, w którym szczepiono nowe odmiany herbat i mieszano ich gatunki stawiając na aromatyczność. W tym samym roku na pola herbaciane wjechały pierwsze maszyny do mechanicznego zbioru liści herbacianych. Tak, to w ZSRR z uwagi na rosnący popyt wymyślono ten sprzęt, który w 60-tych latach udoskonalili Brytyjczycy, a do perfekcji (co nikogo nie powinno dziwić) doprowadzili Japończycy. W godzinę sprzęt ten potrafił zebrać tyle liści, co jeden człowiek w ciągu miesiąca. 

Jest jeszcze jeden fakt, o którym warto wspomnieć. To gruzińskie sadzonki i odmiany herbaty były początkiem tureckiej herbaty, kiedy to w latach 1922-1924 w okolicach Rize zakładano pierwsze plantacje herbaty. Tak więc to Gruzja jest matka słynnej tureckiej herbaty. To samo było z herbatą azerską czy krymską, które obecnie jako dużo tańsze od gruzińskiej królują w gruzińskich sklepach i na stołach w gruzińskich domach.

Po Drugiej Wojnie Światowej herbaciany biznes był główną gałęzią gospodarki gruzińskiej. Powstawały nowe odmiany, które zyskały światową sławę i stały się popularne wśród koneserów i amatorów. W 1985 r maleńka Gruzja zajmowała 4 miejsce na świecie pod względem produkcji herbaty. Produkowała jej zawrotne 155 000 ton w roku na areale 70 000 ha, a do samej Polski wysyłała 5 000 ton rocznie i każdy Polak w tamtych czasach pił ją z upodobaniem, choć z czasem jej jakości znacznie spadła. Ale sentyment do Gruzji i „Gruzińskiej” pozostał.

Niestety, po upadku Związku Radzieckiego, gruziński przemysł herbaciany załamał się praktycznie z dnia na dzień, zaczęły podupadać również gruzińskie plantacje.

Większość pól herbacianych z czasów radzieckich została wykarczowana i zamienionych na pola uprawne kukurydzy czy plantacje orzechów, inne które były na pagórkowatych wzniesieniach porosły lasami, w których zdziczałe krzewy herbaciane rosną jako podszyt.

W ramach stopniowej, bardzo powolnej reaktywacji przemysłu herbacianego w ostatnich latach przywraca się pozostałe plantacje do dawnej świetności. Zakładane nowe i odnawiane stare plantacje są  przejmowane przez prywatnych przedsiębiorców i pasjonatów herbaty, którzy budują nową markę gruzińskiej herbaty opartą na bardzo dobrej jakości.

I w tym miejscu zaczyna się moja przygoda z produkcją słynnej „Gruzińskiej” herbaty. Będąc w Gruzji już od półtora roku po przymusowym zamknięciu w Batumi zerwałem się jak przysłowiowy „chart ze smyczy” i widząc dookoła przeróżne możliwości biznesowe, za wszelką cenę chciałem dokonać czegoś znaczącego . Tak też zostałem namówiony przez moich „gruzińskich przyjaciół” na zainwestowanie w odnowę herbacianych pól Batumi. Pola były wprawdzie nie w Batumi ale w Chibati koło Lanczchuti , to po drodze z lotniska w Kutaisi do Batumi. Jakby nie patrzeć, to też Gruzja. Oferta była super, miałem dostać (oczywiście na spółkę z „gruzińskimi przyjaciółmi”) prawie hektarową plantację którą trzeba było tylko odnowić i dom z małą suszarnią i maszynami do produkcji herbaty. Jak na początek biznesu plantatora herbacianego, było to super. Tym bardziej, że opłata za plantację ( szumnie powiedziane) i dom, w którym po niewielkim remoncie można było zamieszkać była w cenie czynszu za mieszkanie wynajmowane w Batumi. Co tam, pomyślałem „Kto nie ryzykuje szampana nie pije”, a tym bardziej własnej herbaty. Nie chcąc tracić cennego czasu zrezygnowałem z apartamentu i przeprowadziłem się na wieś, w górki koło Lanczchuti. Zawsze miałem jeszcze w Starym Batumi biuro z aneksem kuchennym i sypialnią, gdyby mi zbrzydło wiejskie życie. W tym momencie poświęciłem mój cały czas, pieniądze i umiejętności na rozwijanie mojej nowej pasji, poczułem się prawie jak Konstantin Siemionowicz Popow, niestety nie miałem u swego boku mistrza Lao Junzhou.

Zrobiliśmy odnowienie plantacji ręcznie sekatorami, dawno tak się nie narobiłem bo to był prawie hektar krzaków od 2 lat nieprzycinany. W związku wynajęciem pomocników pojawiły się dodatkowe koszty nie wliczone w dzierżawę, już nie takie niskie. Ale co tam dla gościa z Zachodu te parę Euro. Potem po 4 dniach pracy na plantacji i przy remoncie domu musiała być obowiązkowa supra, która przerodziła się dwudniowa imprezę, na której była połowa wsi i znajomi moich „gruzińskich przyjaciół” . Opijaliśmy te listki, które jeszcze nie wyrosły ale obowiązkowo wyrosną i to nie raz, bo zbiory są 3, a nawet 4 razy w roku. Tym razem sfinansowałem tylko produkty spożywcze resztę przygotowali koledzy i oczywiście postarali się też o kilkadziesiąt litrów dobrego gruzińskiego wina. Na drugi dzień już każdy przynosił coś do jedzenia i picia, a ja jako gospodarz obowiązkowo musiałem każdego ugościć. Na szczęście nie zostałem tamdom, bo to wprawdzie duże wyróżnienie ale też obowiązki. Zostałem na pozycji świętej krowy…

Co zauważyłem, mało kto z moich gości pił herbatę. W Adżarii ale praktycznie w całej Gruzji, głównie pije się kawę po gruzińsku, soki, kompoty ewentualnie wodę i oczywiście wino, herbatę pije się rzadko i to głównie z ziołami prawie jak lekarstwo.

W międzyczasie po okolicy rozeszła się wieść, że pojawił się zachodni inwestor, który wszedł w biznes herbaciany, kupił małą plantację i będzie budował zakład. Ja, jak to zwykle bywa dowiedziałem się o tym ostatni. Ku mojemu zdziwieniu zostałem oficjalnie zaproszony do merostwa Lanczchuti, do naczelnika wydziału rolnego.

Pan Gala nakreślił mi wspaniałą wizję rozwoju upraw herbaty w tym rejonie i zaproponował pomoc w dość specyficzny sposób. Pan Gala był jednocześnie prezesem spółdzielni, która miała 50 ha upraw z wytwórnią herbaty niedaleko Lanczchuti, praktycznie 4 kilometry od domu i plantacji, które podobno zakupiłem. Miałem się stać pełnoprawnym członkiem spółdzielni i za zgodą jej władz, moja gruzińska spółka dostałaby dzierżawę fabryki herbaty na 25 lat z możliwością jej wykupu razem z 5 ha profesjonalnej plantacji. Wszystko to było aż za piękne, by mogło być  prawdziwe. Skontaktowałem się z moim prawnikiem w Batumi, który miał zbadać całą sprawę. Ja zlustrowałem zakład i plantację na której był już robiony pierwszy zbiór liścia i pierwsza herbata w tym roku, wiosenna podobno najlepsza. Naprawdę była dobra. W międzyczasie jako człowiek z branży poznałem fantastycznych herbaciarzy. Ludzi zakochanych w herbacie i robiących z nią istne cuda. Nauczyłem się całego procesu produkcji, poznałem jak robić odmiany herbaty, piłem herbatę z pierwszego listka wybieranego ręcznie pęsetą. Herbata wysyłana do Japonii, za bagatela 1 500 USD za kilogram. Ludzie ci to prawdziwi pasjonaci i profesjonaliści, jak mistrza Lao Junzhou, prawdziwy ojciec gruzińskiej herbaty.

Na mojej plantacji listki dorastały do zbioru a sprawy ze spółdzielnią uwięzły w ministerstwie w Tbilisi, bo jeszcze nie mieli takiego przypadku i tak dalej. Na moje szczęście, jak się potem okazało nie wpłaciłem żadnego nawet skromnego zadatku na poczet przyszłych zysków z drugiego zbioru czy rocznej dzierżawy. W końcu, na początku lipca czy też był to koniec czerwca zrobiliśmy pierwszy i jak się potem okazało ostatni zbiór listków herbacianych. Sam suszyłem i skręcałem je na rolerze, a po procesie dojrzewania zrobiłem super napar. Większość z kilkudziesięciu kilogramów mojej herbaty rozdałem jako próbki i prezenty dla przyjaciół. Byłem bardzo dumny z mojej pierwszej gruzińskiej herbaty i to był szczyt mojego szczęścia w przygodzie z listkami herbacianymi.

Potem były już tylko schody i bolesny upadek. Prawnik po paru miesiącach doszedł do dokumentów świadczących, że spółdzielnia jest zadłużona na kilkadziesiąt tysięcy Euro z powodu nierozliczonego kredytu z Banku Światowego. Część członków z największym areałem upraw wycofała się ze spółdzielni i tak naprawdę grozi jej upadłość, a ja i pieniądze mojej spółki byliśmy przysłowiową ostatnią deską ratunku . Dodatkowo po udanych zbiorach na mojej plantacji i odnowieniu domu, pomimo spisanej umowy właściciel doszedł do wniosku, że zostawi je dla siebie, bo to jego rodzinny dom, a rodzina to rzecz święta. Jedyne co zrobił, to zwrócił pieniądze za dzierżawę i rozstaliśmy się jak „przyjaciele”. Tak skończyła się moja przygoda z herbacianymi polami Gruzji.

Żyje się tylko raz, ale jeśli żyjesz dobrze, ten raz wystarczy. Mae West

Czy czegoś żałuję?

Po czasie, myślę że nie. Miałem okazję poznać od podszewki proces uprawy i produkcji herbaty. Wyhodowałem i zrobiłem swoją własną herbatę, którą piłem jeszcze przez rok albo dłużej. Poznałem nowy rejon Gruzji, poza Batumi i definitywnie przeprowadziłem się do Starego Batumi, co otworzyło jeden z najlepszych okresów mego pobytu w Gruzji. Nie straciłem moich „gruzińskich przyjaciół” i ogólnie było miło i wesoło.

Poza tym poznałem też historię powstania upraw i produkcji tej słynnej „Gruzińskiej” z mojej młodości, o czym z przyjemnością napisałem Państwu w tym wpisie.

Dark Oro.

PODSUMOWANIE

Co do samej gruzińskiej herbaty i herbacianych pól, to patrzę na jej przyszłość z umiarkowanym optymizmem. Bo wprawdzie, Gruzja już nigdy nie będzie światową potęgą w jej produkcji, ale za to jakość „Gruzińskiej” jest dużo lepsza niż kiedykolwiek w przeszłości. Herbata z Gruzji zaczyna być coraz bardziej doceniana na światowych rynkach. Istnieje zatem duża szansa, że herbaciane pola Batumi będą istniały, nie tylko w piosence Filipinek.

Posts created 41

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top