Wszystko ma swój czas i przychodzi kres na kres.
Gdybym kiedyś odszedł stąd nie obrażaj się na śmierć. Perfect

To słowa jednego z najpiękniejszych polskich utworów o przemijaniu, odchodzeniu. Bo, śmierć to nie smutna konieczność. To, dar od Pana Boga. W końcu nawet najdłuższe życie się kończy i przychodzi kres na kres. Wtedy ludzie modlą się o szybką i lekką śmierć i ona zawsze przychodzi, nigdy o nas nie zapomina. W moim życiu i praktyce lekarskiej spotykałem się ze śmiercią częściej niż większość śmiertelników i zawsze było to duże przeżycie. Niestety nie było mi dane być przy odejściu moich rodziców i bliskich, czego z całego serca żałuję i będę żałował do końca moich dni. Odeszli tragicznie bez pożegnania, a to nie powinno być tak.
Bo, czas odchodzenia, to czas potrzebny nie tylko umierającym ale przede wszystkim nam, tym którzy tu pozostają ze swym cierpieniem. To jest też okres refleksji nad sensem naszego życia i jego przemijaniem. Bo, życie dano nam w prezencie i to opakowanym w wiele papierków. Czasem złotych i błyszczących, czasem szarych i zakurzonych, a my z mozołem dzień po dniu odwijamy te opakowania z nadzieją że to właśnie dzisiaj znajdziemy sens naszego istnienia. Myślę że ludzie, którzy odchodzą na końcu tej drogi odnajdują to coś, dla czego warto było żyć.
…życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. Éric-Emmanuel Schmitt, Oskar i pani Róża

W Gruzji jest taka piękna przypowieść o starcu i chłopcu będących w niebie.
Każdego dnia starzec wysyłał chłopca do strumienia po wodę. On przynosił dzban wody, która po drodze zamieniała się w najlepsze wino (oczywiście gruzińskie). Któregoś dnia przyniósł dzban z wodą i była to ku jego zdumieniu woda. Zdziwiony spytał starca, co się stało a on ze smutkiem odparł, że tam na ziemi już nikt nas nie wspomina.
„Już o nas wszyscy zapomnieli”.
Z punktu medycznego umieranie w przypadku śmiertelnej choroby lub naturalnej śmierci zaczyna się na kilka dni a nawet tygodni wcześniej. Ciało ludzkie przygotowuje się do odejścia a właściwie dusza, ta mała cząstka energii, która porusza to wszystko. Ludzie stają się senni, powolni czasami tracą kontakt z otoczeniem i już się poddali. Oni wiedzą że odchodzą, już nie walczą. Wiedzą że idą dalej i nie interesują ich już żadne ziemskie sprawy. Na koniec ich zbolała twarz i ręce poskręcane z boleści stają się gładkie i rozluźnione, czasem pojawia się lekki uśmiech a oni są już nieobecni. A oczy do tej pory spowite jakby mgłą nagle w chwili odejścia robią się jasne i błyszczce. Jakby dusza poprzez nie uśmiechała się do nas na pożegnanie. Ona już wie, że idzie do innego, lepszego świata i chce nam to powiedzieć. To jest jak promyk nadzieji na lepsze jutro po odejściu gdzieś tam. I jeszcze to, co mnie zawsze najbardziej porusza, ten ostatni oddech jak westchnienie smutku i pożegnanie uchodzcego życia.

Takie przemyślenia i refleksje naszły mnie w noc poprzedzającą Dzień Wszystkich Świętych, ten czas kiedy wspominamy naszych bliskich i tych trochę dalszych, którzy odeszli z naszego życia ale ciągle są w naszych sercach. Żyją dopóki my ich wspominamy, myślimy o nich i czujemy przypływ czułości w sercu na samo ich wspomnienie.
Dlatego wspominajmy i myślmy o naszych odeszłych, żeby zawsze pili najlepsze gruzińskie wino a nie wodę. Róbmy to nie tylko w Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki ale każdego dnia, bo kiedyś to my będziemy czekać na ten dzban pełen wspaniałego wina.
Tego w bardzo dalekiej przyszłości Państwu i sobie życzę.
FAREND – bo to jeszcze tak daleko.
Dark Oro.
