PODRÓŻE ŻYCIA – ŻYCIE TO PODRÓŻ.

Życie to niesamowita podróż ze znanym zakończeniem.

Podróż tysiąca mil zaczyna się od jednego kroku. Lao Tzu

Zawsze odkąd pamiętam, było ze mną coś nie tak i to nie są słowa piosenki. Nigdy nie potrafiłem usiedzieć na jednym miejscu. Nie był to jednak ani ADHD, ani RLS stwierdzam to z całą odpowiedzialnością jako lekarz. To zwsze wiązło się z nieodpartą chęcią poznawania i przeżywania czegoś nowego. Pragnienie zdobywania wiedzy o dalekich krajach i ludziach innych niż my, ich kulturze i obyczajach. Cudach świata, które chciałem zobaczyć, dotknąć, żyć w ich bliskości i chłonąć energię tych miejsc. Wychowałem się na literaturze Josepha Conrada, Jacka Londona, Karola Maya czy Centkiewiczów. Fascynowały mnie postacie Tanyego Halika czy Arkady Fiedlera podróżników, którzy spełniali swe życiowe pasje i zdobywali świat, kawałek po kawałku jak okruchy z wielkiego tortu . Miałem wielkie szczęście że wychowałem się w rodzinie marzycieli i ludzi o wielkich sercach, otwartych na życie i świat. To byli moi rodzice. Może to też wynikało z tego, że losy moich rodów ze strony obojga rodziców były pogmatwane i pełne niesamowitych wydarzeń, jak większości polskich rodzin w latach zaborów i międzywojennych. Rodzina ze strony taty pochodziła z Berdyczowa gdzie posiadali majątek ziemski i byli sąsiadami rodziny Hańskich. Z racji tego podobno byli w 1850 roku na ślubie Eweliny Hańskiej i Honore de Balzac. Taka rodowa historyjka. Po drugiej wojnie światowej zostali przesiedleni na teren obecnej Polski i oczywiście pozbawieni majątku. Pradziadek z racji udziału w powstaniu z 1905 roku ( mało się o nim mówi ) został wcielony do armii rosyjskiej i wysłany na front wojny japońsko – rosyjskiej. Jednak na jego szczęście nim dotarł na front wojna się skończyła i skierowano go na tzw. Ciepły Sybir czyli do Korpusu Kaukazkiego w Gruzji.

Opowieści o tamtych czasach, które w dzieciństwie słyszałem od mojej babci urodzonej w 1913 roku w Tbilisi rozbudzały moją wyobraźnię i sprawiały że widziałem te wspaniałe ziemie i w duchu zawsze tęskniłem za tym nieznanym krajem. Z resztą była to tęsknota naszej całej rodziny. Ojciec zawsze powtarzał, że kiedyś polecimy na Kaukaz do Gruzji i odnajdziemy nasze korzenie. Jednak jak to w życiu bywa zawsze było coś ważniejszego, pilniejszego i marzenia z dzieciństwa pozostały tylko mglistą mrzonką. Odeszła moja babcia, odeszli rodzice a ja moim dzieciom wciąż opowiadałem o marzeniu naszej rodziny.

Nadszedł pamiętny rok 2020, obudziłem się któregoś marcowego dnia i stwierdziłem że świat się kończy, już nigdy nie będzie taki jak dziś. Jako lekarz patrząc na tempo przyrostu zachorowań przeczuwałem, co się może wydarzyć i do czego to może doprowadzić. Świat się zamknie, może nawet skończy, nie wiadomo czy to przeżyjemy. Wtedy uświadomiłem sobie, może to właśnie ten moment by spełnić marzenie z dzieciństwa, marzenie naszego rodu. Spakowałem samochód i razem z synem wyjechaliśmy do Gruzji, na podbój ziemi z naszych marzeń.

Sensem podróży nie jest dotarcie do celu, lecz odwaga, by w nią ruszyć. Zwyczajni ludzie żyją z dnia na dzień, wielcy ludzie mają marzenia, bohaterowie wyruszają na podbój tych marzeń. Ja jestem bohaterem, bracie. Jacek Piekara

Jadąc w nieznane przez pół Europy (wyjechaliśmy z terenu Niemiec) czuliśmy na plecach złowieszczy oddech nadchodzącego kataklizmu. Europa się zamykała, świat się zamykał. W Czechach wprowadzono na granicy kontrolny pomiar temperatury, na granicy węgiersko – rumuńskiej zrobiono nam pomiar temperatury ciała i pełną kontrolę samochodu. Na odjezdne poinformowano nas, że w drodze powrotnej będą potrzebne jakieś badania, testy. Najbardziej skrupulatną kontrolę bagażu i osobistą z pomiarem temperatury i badaniem lekarskim przeszliśmy na granicy bułgarsko – tureckiej . Tam poczuliśmy się jak uciekinierzy z tonącego okrętu, żeby nie powiedzieć dosadniej. W końcu trafiliśmy do Gruzji, która przyjęła nas gościnnie i bez żadnych przeszkód, mało z tego jako obywatele UE wjechaliśmy osobnym pasem, bez kolejki. Prawdziwe paniska, choć kontrola temperatury tu też dotarła.

Po dwóch dobach nieprzerwanej jazdy wjechaliśmy na ulice Batumi obsadzone eukaliptusami, palmami i bananowcami, ciepłym Morzem Czarnym, w którym się oczywiście wykąpaliśmy. Był marzec a temperatura powietrza 22 stopni, a woda jak latem w Bałtyku (18 stopni), istny raj dla turystów z północy.

To był piękny początek, a po dwóch tygodniach Gruzja się zamknęła.

Ba, cały świat się zamknął.  Pamiętamy to wszyscy.

Mój syn wyleciał z Tbilisi do kraju ostatnim samolotem podstawionym przez LOT w ramach pomocy Polakom w powrocie do kraju, zorganizowanej przez polski rząd ( płacąc grube pieniądze ). A ja zostałem sam z moim gruzińskim marzeniem w apartamencie na czternastym piętrze z widokiem na Czarne Morze i takimi myślami.

Uważaj z wyborem marzeń. Marzenia się czasem spełniają. – Stanisław Jerzy Lec

Dark Oro.

Posts created 41

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top